Start › Film
Film

Festiwale filmowe kontra streaming - czy platformy VOD to nowi królowie Cannes i Sundance?

Festiwale filmowe kontra streaming - czy platformy VOD to nowi królowie Cannes i Sundance?

Przez dekady festiwale filmowe w Cannes czy Sundance wyznaczały trendy i kreowały gwiazdy. Dziś na czerwonym dywanie coraz śmielej poczynają sobie giganci streamingu. Czy to początek końca tradycyjnego kina, czy nowa era w branży filmowej? Sprawdź, jak platformy VOD zmieniają zasady gry na najważniejszych filmowych arenach świata.

Jeszcze dekadę temu świat kina wydawał się uporządkowany. Najważniejsze filmy musiały mieć swoją premierę na jednym z wielkich festiwali, by zyskać prestiż i rozpocząć marsz po nagrody. Złota Palma w Cannes, Złoty Lew w Wenecji czy laury na Sundance były przepustką do szerokiej dystrybucji i uznania krytyków. Dziś ten model jest coraz mocniej kwestionowany przez potęgę, jaką zbudowały platformy streamingowe. Giganci tacy jak Netflix, Apple TV+ czy Amazon Prime Video nie tylko zmieniają sposób, w jaki oglądamy filmy, ale także fundamentalnie przemodelowują całą branżę filmową – od finansowania, przez produkcję, aż po samą definicję sukcesu. Ta rewolucja najmocniej uwidacznia się właśnie na czerwonych dywanach, gdzie tradycja zderza się z nieuniknioną przyszłością.

Początki konfliktu - Netflix na Lazurowym Wybrzeżu

Punktem zapalnym, który obnażył napięcie między starym a nowym porządkiem, był festiwal w Cannes w 2017 roku. Wtedy to w Konkursie Głównym o Złotą Palmę walczyły dwa filmy wyprodukowane przez Netflixa: „Okja” Bonga Joon-ho i „The Meyerowitz Stories” Noah Baumbacha. Wywołało to furię francuskich kiniarzy i dystrybutorów. Dlaczego? Zgodnie z francuskim prawem, film pokazywany w kinach może trafić na platformę VOD dopiero po 36 miesiącach. Netflix nie zamierzał czekać i planował udostępnić swoje produkcje globalnie niemal od razu po premierze. To złamanie niepisanej zasady „kino jest pierwsze” doprowadziło do buczenia podczas pokazów i gorącej debaty. W efekcie dyrekcja festiwalu ugięła się pod presją i od 2018 roku wprowadziła regulację: filmy walczące o główną nagrodę muszą mieć zapewnioną francuską dystrybucję kinową. Wpływ Netflixa na festiwal w Cannes okazał się tak duży, że zmusił organizatorów do obrony tradycyjnego modelu. Od tamtej pory produkcje streamingowego giganta pojawiają się na Lazurowym Wybrzeżu, ale jedynie poza konkursem, co dla wielu jest sygnałem, że prawdziwe pojednanie wciąż nie nastąpiło.

Sundance - trampolina dla gigantów VOD

Zupełnie inne podejście prezentuje największy festiwal kina niezależnego w USA – Sundance. Zamiast walki, postawiono tam na symbiozę. Od lat to właśnie w ośnieżonym Park City w stanie Utah platformy streamingowe robią największe zakupy, płacąc astronomiczne kwoty za prawa do najgorętszych tytułów. Sundance stało się dla nich kluczowym rynkiem, gdzie mogą wyłowić perełki, które później staną się ich wizytówką. Najlepszym przykładem jest film „CODA”, który po premierze na wirtualnej edycji festiwalu w 2021 roku został kupiony przez Apple TV+ za rekordowe 25 milionów dolarów. Kilkanaście miesięcy później zdobył Oscara dla najlepszego filmu, udowadniając, że produkcja bez szerokiej dystrybucji kinowej może sięgnąć po najważniejsze laury. To pokazuje, jak platformy VOD kupują filmy na Sundance, zmieniając festiwal w pole bitwy o content. Dla niezależnych twórców to ogromna szansa – zamiast żmudnego szukania dystrybutorów na całym świecie, mogą sprzedać swój film jednemu graczowi, który zapewni mu globalną widownię. Festiwale filmowe w tym modelu stają się nie tyle celem samym w sobie, co prestiżowym targiem, na którym można podbić cenę swojego dzieła.

Jak streaming zmienia finansowanie i produkcję filmów?

Wejście na rynek graczy z niemal nieograniczonymi budżetami musiało wstrząsnąć fundamentami branży filmowej. Streaming zmienił nie tylko dystrybucję, ale przede wszystkim zasady finansowania i produkcji. Platformy takie jak Netflix czy Apple TV+ stały się potężnymi studiami, które dają zielone światło projektom odrzuconym przez tradycyjne wytwórnie. Dzięki temu reżyserzy o ugruntowanej pozycji, jak Martin Scorsese („Irlandczyk”), Alfonso Cuarón („Roma”) czy Jane Campion („Psie pazury”), mogli zrealizować swoje wymarzone, często bardzo drogie i artystycznie ambitne filmy bez kompromisów.

Nowe modele finansowania kina niezależnego

Dla twórców kina niezależnego platformy streamingowe stały się wybawieniem. Tradycyjny model, opierający się na zbieraniu funduszy z wielu źródeł, sprzedaży praw na poszczególne terytoria i liczeniu na zainteresowanie lokalnych dystrybutorów, był niezwykle trudny i czasochłonny. Dziś reżyser z dobrym scenariuszem może zapukać do drzwi Netfliksa czy Amazona i otrzymać pełne finansowanie w zamian za prawa do globalnej dystrybucji. To upraszcza proces i daje większą pewność finansową, choć jednocześnie uzależnia twórcę od jednego, potężnego partnera.

Kreatywna wolność czy złota klatka?

Współpraca z gigantami VOD ma dwie strony medalu. Z jednej strony oferują oni twórcom ogromną swobodę artystyczną, nie ingerując w wizję reżyserską tak mocno, jak często robią to tradycyjne studia, skupione na wynikach box office. Z drugiej jednak strony, film staje się częścią ogromnej biblioteki, gdzie musi walczyć o uwagę widza z tysiącami innych tytułów. Co więcej, po premierze na platformie jego „życie” często się kończy – nie ma mowy o wznowieniach, pokazach specjalnych czy wydaniach na nośnikach fizycznych. Dla wielu filmowców to rodzaj „złotej klatki”: dostają pieniądze i wolność, ale ich dzieło może zniknąć w czeluściach algorytmu.

Prestiż festiwalu kontra globalny zasięg streamingu

Główna oś sporu na linii festiwale filmowe – streaming sprowadza się do pytania: co jest dziś cenniejsze? Prestiż i uznanie krytyków zdobyte na festiwalu, czy natychmiastowy dostęp do setek milionów widzów na całym świecie? Obie strony mają mocne argumenty. Festiwale wciąż są niezastąpione w budowaniu tzw. „buzzu” – medialnego szumu, który napędza kampanie oscarowe i przyciąga uwagę opiniotwórczych mediów. Z kolei platformy oferują coś, o czym dawniej twórcy mogli tylko marzyć: globalną premierę jednego dnia, bez barier geograficznych.

Coraz częściej obserwujemy próby połączenia tych dwóch światów. Film ma uroczystą premierę na festiwalu w Wenecji czy Toronto, zbiera pierwsze, entuzjastyczne recenzje, a następnie, po krótkim okresie dystrybucji w wybranych kinach (tzw. okno kwalifikacyjne do Oscarów), trafia na platformę VOD. To strategia win-win, która pozwala zjeść ciastko i mieć ciastko. Zobaczmy, jakie są główne atuty obu modeli:

  • korzyści z premiery festiwalowej: zdobycie prestiżu i uznania krytyków, szansa na ważne nagrody branżowe, budowanie rozgłosu medialnego i możliwość sprzedaży praw do dystrybucji filmów na różnych rynkach,
  • korzyści z premiery na platformie streamingowej: natychmiastowy dostęp do globalnej widowni, potężny budżet marketingowy zapewniony przez platformę, długoterminowa dostępność w bibliotece serwisu i brak presji związanej z wynikami box office.

Ta hybrydowa strategia wydaje się przyszłością, zwłaszcza dla kina artystycznego i tytułów celujących w nagrody.

Przyszłość festiwali w erze dominacji VOD

Czy w takim razie festiwale filmowe są skazane na marginalizację? Absolutnie nie. Ich rola jednak ewoluuje. Zamiast być jedyną bramą do świata wielkiego kina, stają się kuratorami treści, miejscem selekcji i nadawania etykiety jakości. W zalewie contentu produkowanego przez platformy streamingowe, logo festiwalu w Cannes, Wenecji czy Berlinie na plakacie wciąż jest znakiem, że z danym filmem warto się zapoznać. Pandemia COVID-19 dodatkowo przyspieszyła pewne zmiany, zmuszając organizatorów do eksperymentowania z formami online.

Hybrydowe modele i wirtualne markety

Wiele festiwali, w tym Sundance i Berlinale, z powodzeniem wdrożyło komponenty wirtualne. Akredytowani dziennikarze i przedstawiciele branży mogą oglądać filmy online, a targi filmowe, na których dobija się interesów, w dużej mierze przeniosły się do sieci. To sprawia, że wydarzenia te stają się bardziej dostępne i globalne. Przyszłość festiwali filmowych leży prawdopodobnie w modelu hybrydowym, łączącym magię spotkań na żywo i uroczystych premier z wygodą i zasięgiem cyfrowego dostępu.

Czy Złota Palma trafi kiedyś do Netflixa?

To pytanie pozostaje otwarte. Konflikt z Cannes ma podłoże nie tylko ideologiczne, ale i prawne (wspomniane francuskie „okno kinowe”). Dopóki przepisy się nie zmienią lub Netflix nie zdecyduje się na regularną dystrybucję kinową swoich najważniejszych tytułów we Francji, jego filmy nie będą mogły walczyć o Złotą Palmę. Jednak presja ze strony twórców i zmieniający się rynek filmowy mogą w końcu doprowadzić do kompromisu. Być może za kilka lat zobaczymy, jak Thierry Frémaux, dyrektor artystyczny Cannes, wręcza główną nagrodę produkcji, która chwilę później trafi do milionów domów na całym świecie. To byłby ostateczny symbol nowej ery w kinie.

K
Redakcja 4Kultury.pl
Przewodnik po zjawiskach współczesnej kultury, filmie, muzyce i trendach internetowych. Odkrywamy popkulturę i styl życia z nowej perspektywy. O serwisie

Czytaj dalej